Fin Kimi Raikkonen z zespołu Ferrari wygrał wyścig o GP Brazylii i został mistrzem świata. Robert Kubica, polski kierowca zespołu BMW Sauber, zajął piątą pozycję.
Drugie miejsce zajął Felipe Massa (Ferrari), zaś trzeci był Fernando Alonso (McLaren). Dotychczasowy lider klasyfikacji generalnej, Brytyjczyk Lewis Hamilton zajął siódmą pozycję.
W klasyfikacji generalnej kierowców zwyciężył Kimi Raikkonen. Wicemistrzem świata został Lewis Hamilton. Trzecie miejsce zajął Fernando Alonso.
Robert Kubica zakończył sezon na szóstym miejscu.
Już na starcie wyścigu doszło do sensacji. Z toru wypadł Lewis Hamilton i powrócił do wyścigu dopiero na ósmej pozycji. Polak znakomicie rozpoczął rywalizację, szybko awansując z siódmej na piątą pozycję.
Na siódmym okrążeniu Polak wykonał znakomity manewr i wyprzedził Marka Webbera awansując na czwartą pozycję.
Tymczasem z niewiadomych przyczyn Hamilton bardzo mocno zwolnił tracąc mnóstwo czasu. Po chwili Brytyjczyk wrócił do wyścigu, ale jego szanse na dobry wynik spadły właściwie do zera.
Po 14. okrążeniach prowadzili kierowcy Ferrari - Felipe Massa i Kimi Raikkonen. Na trzeciej pozycji jechał mistrz świata Fernando Alonso, a czwarte miejsce zajmował Kubica. Hamilton jechał na odległej 12. pozycji.
Na 19. okrążeniu Kubica po raz pierwszy zjechał do alei serwisowej, aby zatankować paliwo i zmienić opony. Po powrocie na tor Polak zajął 9. pozycję. Na tym samym okrążeniu do pit lane zjechał wicelider wyścigu Felipe Massa. Chwilę później w alei serwisowej pojawił się także prowadzący w wyścigu Kimi Raikkonen.
Po pierwszym tankowaniu sytuacja przedstawiała się następująco: na prowadzeniu Massa, za nim Raikkonen, trzeci Alonso, czwarty Kubica. Hamilton dopiero na 13. pozycji.
Na 32. okrążeniu Kubica wyprzedził Alonso i awansował na trzecią pozycję.
Na 39. okrążeniu Polak po raz drugi odwiedził aleję serwisową. Kubica wrócił na tor na siódmym miejscu.
Po 59. okrążeniu Kubica po raz trzeci odwiedził aleję serwisową.
Niestety na trzy okrążenia Kubica stracił doskonałe czwarte miejsce, na rzecz Nico Rosberga.
Kolejność do końca wyścigu nie uległa już zmianie.
źródło: sport.onet.pl
Panowie

Nie no musze ochłonąć bo ten wyścig był naprawe PRIMOOO

!!!

Pierwsze minuty wyścigu tak mnie ucieszyły jak Hami wyleciał przez własną głupote że ho ho

Później jeszcze ta skrzynia begów

Świetna jazda Kubicy, wyprzedzanie Alonso i Rosberga z Heidfeldem pierwsza klasa
![:] :]](images/smiles/cwaniak.gif)
Nie no ten wyścig na pewno przejdzie do historii mistrzostw Formuły 1

K I M I

K U B I C A
[ Dodano: Pon Paź 22, 2007 8:38 am ]
Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) przeprowadziła dochodzenie przeciw zespołom BMW Sauber i Williams w związku z podejrzeniem przekroczenia przepisów technicznych.
Sędziowie mieli wątpliwości dotyczące temperatury paliwa tankowanego do bolidów obu teamów. Zgodnie z przepisami temperatura paliwa nie może być niższa więcej niż 10 stopni od temperatury otoczenia (tankowanie "zimniejszego" paliwa odbywa się szybciej). Ewentualna dyskwalifikacja Nico Rosberga (Williams), Roberta Kubicy i Nicka Heidfelda (BMW Sauber) sprawiłaby, że mistrzem świata zostałby Lewis Hamilton.
Ostatecznie jednak komisja sędziowska utrzymała wyniki wyścigu i tytuł mistrzowski wywalczył Kimi Raikkonen.
Wtedy jednak złożenie protestu przeciwko takiemu werdyktowi zapowiedzieli działacze McLarena. Wszystko zatem wskazuje na to, że walka o tytuł mistrza świata rozstrzygnie się przy "zielonym stoliku". Na werdykt przyjdzie nam jednak poczekać zapewne kilka tygodni.
- Jeśli Hamilton w ten sposób zostanie mistrzem świata, to nie będzie w porządku - powiedział Fernando Alonso. - Byłbym zażenowany, gdyby tak się stało. Prawdziwym mistrzem jest Kimi Raikkonen. On zasłużył na ten tytuł - wygrał sześć wyścigów, a Lewis i ja o dwa mniej. Zgromadził więcej punktów i dla mnie wszystko jest jasne.
- Szefowie McLarena popełniają błąd, próbując wywalczyć mistrzostwo w ten sposób. Pozbawili się szansy na tytuł podejmując niewłaściwe decyzje w drugiej części sezonu - dodał Hiszpan, którego przyszłość w brytyjskim teamie stoi pod dużym znakiem zapytania.
źródło: sport.onet.pl
O lol oby to nie była prawda...