Znalazlem na joemonster.org kilka nowych z tego roku wiec wrzucam
#1. Zabawy z prądem(26 lutego, Francja 2008)
Jeśli ktokolwiek z was będzie się zabierał za oświetlanie szopy albo innych pomniejszych pomieszczeń, pamiętajcie o tym, co za chwilę wyczytacie.
Nasz bohater postanowił oświetlić szopę mocą podkradaną z National Grid. Niestety, raczej nie miał możliwości, że jego wyczyn przyniesie zupełnie odwrotny efekt...
Była ciemna zimowa noc, kiedy starszy pan w sposób nielegalny otworzył większą skrzynkę znajdującą się przy węźle kolejowym naprzeciwko jego domu. Wyciągnął kabel głównego zasilania i powlókł w kierunku swej szopy. Co ciekawe, a raczej pechowe, nasz staruszek wybrał chyba najgorszą aurę z możliwych - lejący jak z cebra deszcz.
Skutek nazbyt przewidywalny, żeby to opisywać w szczegółach - podsmażony od środka, zmarł na miejscu zdarzenia.
Lekcje do nauczenia, drodzy czytelnicy :
1. Nie podłączać szopek do okolicznych stacji kolejowych
2. Nie podłączać szopek do okolicznych stacji... w deszcz!
#2. Polowanie2 lutego 2008, Nowy Jork
Pięćdziesięcioletni pan wraz ze swoim rozbrykanym i wiernym psim przyjacielem właśnie polowali na ptaki z kolegami w północnej części Nowego Jorku. W czasie, gdy myśliwi poszli na papierosa, pies wesoło brykał sobie wśród lasu. Po chwili zawziętego szukania, pies znalazł kość! I to nie byle jaką - był to fragment nogi dawno nieżyjącego już jelenia.
Rozradowany piesek pognał pochwalić się panu swoim znaleziskiem. Ten jednak nie był zbytnio zadowolony z psiego skarbu... Toteż chciał zabrać psu zdobycz. Jednak każdy inteligentny piesek za nic nie da sobie zabrać tego, co zdobył i walczy niemalże do upadłego. Stojąc poza zasięgiem rąk, skutecznie sprzeciwiał się woli pana. Panu z kolei zaczynało brakować cierpliwości i chwycił za naładowaną strzelbę, lufą skierowaną w swoją stronę, machając nią w kierunku psa, który zręcznie omijał potencjalne zagrożenie.
W pewnym momencie "potencjalne zagrożenie" uderzyło z ogromną siłą w połać ziemi, wystrzeliwując. Myśliwy postrzelił się w brzuch. Koledzy, stojący obok, nie czekali na to, co się stanie i od razu zadzwonili po pomoc. Rannego przeniesiono do szpitala helikopterem, gdzie zmarł wskutek odniesionych obrażeń. Facet był jednak na tyle przytomny, żeby opowiedzieć funkcjonariuszowi policji całe zajście. W przeciwnym razie, nad jego kolegami zawisłby przysłowiowy Miecz Damoklesa!
W przytoczonym zdarzeniu nie ucierpiały żadne zwierzęta, a piesek ma się wyśmienicie.
#3. Moje kochane Porsche!16 lipca 2008. Włochy
Ivece Plattner, lat 68. właśnie stał w korku na światłach w swoim sportowym samochodzie Porsche Cayenne. Zanim jednak ktokolwiek dotrze do tych świateł, musi wcześniej przejechać przez tory kolejowe. Dobrze myślicie - prawo Murphy’ego działa - w każdej chwili może nadjechać pociąg.
Kolejka nie robiła znaczącego postępu do chwili, w której facet wjechał na tory kolejowe. Wjechał w najmniej oczekiwanym przez wszystkich czekających ludzi momencie - w chwili opuszczenia szlabanów bezpieczeństwa w dół. Tak właśnie kierowca Porsche został uwięziony na torach. Według opinii naocznych świadków, kierowcy zajęło trochę czasu, zanim się zorientował w zaistniałej sytuacji. W końcu, kierowca wysiadł z samochodu i zaczął biec... jak się zapewne domyślacie, czytając niejedną historię Nagród Darwina, na pewno nie zaczął biec, żeby uratować swoje życie...ale w kierunku nadjeżdżającego pociągu, machając rękami, żeby uratować swój cenny samochód!
Udało mu się lepiej, niż ktokolwiek by przypuszczał. Samochód doznał o wiele mniejszych uszkodzeń niż jego właściciel. Niestety, za swoje "życie", samochód musiał zapłacić życiem swojego właściciela, który w wyniku zderzenia z pociągiem wylądował 30 metrów dalej... nie udało się ocalić zbawcy samochodu.
Morał? Pęd zawsze wygrywa.
#4. Motor i most13 stycznia 2008, Floryda
37-letni mężczyzna zginął w trakcie próby pokonania swym motorem zwodzonego mostu Manasota Key. Ubrany jedynie w kąpielówki i adidasy, faceta zauważono zasuwającego z kosmiczną prędkością w kierunku śluzy, kiedy to most zaczął się otwierać.
Projektanci mostu przewidzieli ten rodzaj "fantazji" i w celu zapobiegania im, wynaleźli straż mostową. Zamykająca się listwa ostrzegawcza zmiotła naszego rajdowca z motoru w ten sposób, że przeleciał ponad pierwszą częścią mostu, lądując w wodzie, jednocześnie żegnając pulę genową. Zrządzenie losu? A i owszem, gdyż sam motocykl bez problemu przeskoczył na drugą stronę!
5#. Kart vs. SUV8 marca 2008, Floryda
Jeśli widzisz coś działającego, nie znaczy, że dobrym pomysłem będzie jeśli od razu to coś wypróbujesz. Tak właśnie było w przypadku osiemnastolegniego Camerona. Zainteresował go sklep z cartami - miniaturowymi wydaniami Formuły 1. Wziął jeden na wypróbowanie nie wiedząc, że jego pomysłowość zawiezie go wprost do innego świata. Beztrosko sobie jeżdżąc w obrębie sklepu nie zorientował się, kiedy w jednym momencie zderzył się z SUVem (samochodem terenowo-osobowym) jadącym z ogromną prędkością. Cart się przewrócił, wyrzucając kierowcę, który nie zapiął pasa bezpieczeństwa. W wyniku odniesionych obrażeń, zginął na miejscu.
#6. Nigdy nie bawić się prądem(24 sierpnia 2008, Indonezja)
Charles Keggin był w pełni przygotowany do dalekiego wojażu na Dżakartę, by móc wreszcie odwiedzić rodzinę. Właśnie skończył rok szkolny w College’u im. Króla Williama na wyspie Man. Ambicje młodego człowieka podówczas były wielkie - jeszcze w szkole mówił, że chce przejść na emeryturę w wieku trzydziestu lat. Jakiś czas później dyrektor mówił o nim "błyskotliwy młody człowiek z perspektywami i planami na przyszłość".
Czego Charlie, a raczej tok jego edukacji nie przewidział, była ważna lekcja, którą ominął tok nauczania:
"Nigdy nie bawić się prądem".
Siedział na basenie z jedną nogą zanużoną w wodzie, kiedy nagle zauważył skrzynkę cementu pełną przewodów elektrycznych doprowadzających moc elektryczną do jacuzzi. Zaciekawiony w stylu "co się stanie gdy...", Charlie zaczął się bawić kablami. W jednym momencie jego ciało "zwiedził" ładunek elektryczny o napięciu 240 woltów.
I spełnił swoje marzenie! Z tym że nieco wcześniej niż przewidywał...
Wyniki autopsji posłużyły do opisania śmierci Charliego jako "śmiertelne porażenie prądem w wyniku zewnętrznego uziemienia poprzez częściowe zanurzenie ciała w wodzie".
Ciało Charliego przewieziono na wyspę Man.
Żywa pochodnia?
#7. Chemik2 lutego 2008, Bułgaria
Był słoneczny, chłodny dzień. Lidia, nauczycielka biologii, odwoziła właśnie swoich przyjaciół do domu. W pewnym momencie samochód się zatrzymał i trójka ludzi wybiegła z mobilu w kierunku najbliższej studzienki kanalizacyjnej. Przypadkowi gapie zauważyli tylko, jak dziwnie zachowujący się ludzie wylewali jakieś płyny z najróżniejszych buteleczek i słoiczków prosto do studzienki.
Powyższa sytuacja wskazuje na to, że w tak zwanym międzyczasie odbywały się eksperymenty chemiczne. A że Lidia miała trochę środków chemicznych przy sobie, pomysł eksperymentów nie czekał długo na spełnienie. Problem polegał na tym, że to co Lidia miała przy sobie, było szkodliwymi substancjami chemicznymi. Zawartości dwóch trzech buteleczek zidentyfikowano jako eter, dietyl i metanol. Opary eteru były używane do narkozy, co mogłoby tłumaczyć jedno - w czasie całego eksperymentu było im niedobrze. To spowodwało, że fajnie by było wlać troszkę chemii do studzienki.
Jak się okazuje dalej, to wcale nie był tak genialny pomysł. Mieszanka łatwopalnych chemikaliów w zamkniętej przestrzeni studzienki spowodowały tak silną eksplozję, że właz pozostawił Lidię (w skrócie) bez głowy, po czym postanowiła kopnąć w kalendarz. Reszta ekipy, o dziwo, pozostała przy życiu. Zabrano ich do szpitala z poparzeniami twarzy. Mogą nie odzyskać wzroku, ale będą mogli głośno i wyraźnie opowiedzieć dzieciom i wnuczkom, że wylewanie pierwszych lepszych substancji chemicznych do studzienki nie jest tak fajne, jak się na początku wydaje.
- - - - - - - - - - - - - - -
link:
http://www.joemonster.org...ina_2008_i_troche_starsze